Twoja przeglądarka jest przestarzała, by przeglądać tą stronę wybierz nowsze rozwiązanie.
Spread Firefox Affiliate Button Opera, the fastest and most secure web browser

Wspomnienia



Wspomnienia byłych uczniów



Co najbardziej zakotwiczy w pamięci z czasów licealnych ? Z początku mojej edukacji na pewno dyrektorski duet - opiekuńczą Dyr. Bogumiłe Wojnicz która przedstawiła nam obszerną historie szkoły, oraz Dyr. Zbigniewa Kolocha. "Trójka" brzmiało dla mnie jako pierwszaka bardzo patetycznie, okazało się jednak, że szkołę tworzą zgrani nauczyciele i równie zgrani uczniowie, toteż nie było się czego bać. Dlatego wybierając trójke na pewno każdy pierwszak szybko się odnajdzie i nie musi bać się o aklimatyzacje. Uczęszczałem do szkoły podczas roku jubileuszowego gdy "Trójka" kończyła 100 lat, co dało pogląd jacy ludzie i nauczyciele tworzyli ją dawniej, wtedy naprawdę poczułem specyficzny klimat tej szkoły. Na pewno nie zapomnę "samorządówki" , czyli pomieszczenia dla samorządu którego byłem członkiem. (Przypadek że inne szkoły też zaczęły w mniej więcej podobnym czasie mieć takie pomieszczenia? ) I tu wypada wspomnieć opiekunkę samorządu - prof. Agatę Adamską, która zarażała swoim zapałem całą ekipę - tutaj ukłon w stronę młodszych kolegów - warto kandydować do samorządu gdzie człowiek nauczy się wiele ciekawych kompetencji które potem przydadzą się w dalszym życiu. Z nauczycieli w pamięci zostanie na pewno polonistka prof. Krystyna Kalinowska która wspaniale przekazując wiedze, operowała zarazem najlepszym żartem. Męska część miło będzie wspomniała wfy z prof.Bartoszem Salwą. To tylko parę przykładów, bo tak naprawdę pedagogowie "Trójki" są warci wielu więcej pozytywnych słów. Ucznia witają w szkole uśmiechnięte panie woźne (biada spóźnionym!), w sklepiku cierpliwa pani sprzedawczyni, w bibliotece spotkamy "Czadową" bibliotekarkę. To wszystko uzupełnia bardzo zgrane społeczeństwo szkoły. Z pewnością, czasy licealne będę wspominał długo i pozytywnie.

Maciej Olszański, matura 2008

II Liceum Ogólnokształcące... krótkie wspomnienie? mogłabym pisać godzinami.. ; ) Gdy tylko o nim wspomnę, przed oczami pojawia mi się ukochana "Mama" prof. Adamska , zawsze ciepła [przynajmniej dla mnie ] prof. Czadowska, szalona Ola Rzepecka, najprawdziwszy z najprawdziwszych przyjaciół Bartuś Krzoski i wielu wielu innych. 3 lata w murach nowohuckiego liceum, poza zdobytą wiedzą, dały mi coś najważniejszego.. przyjaźń na całe życie. Wszyscy których tam spotkałam i poznałam tworzyli w szkole atmosferę ciepła i wzajemnego oddania. Przez długi okres miałam wrażenie, że poruszam się w śród najlepszych znajomych, których znam od dziecka. A wszystko przez to ,że każdy każdego znał, a nawet jeśli nie, to i tak wszyscy obdarowywali się wzajemnie życzliwymi uśmiechami. Mimo tego, że każdy na studiach poszedł w swoją stronę, utrzymujemy wzajemny kontakt i chcemy to pielęgnować. A to chyba najważniejsze .
Właśnie tam nauczyłam się, że mogę coś więcej. Uwierzyłam w to, że jestem w stanie czegoś dokonać. Pozbawiłam siebie jedynie pewnej dozy nieśmiałości, a nauczyłam się być silnym człowiekiem znającym swoje możliwości. Opuszczając tą szkołę , nie opuściłam jej wyłącznie z wykształceniem czy świadectwem zdanej matury.. Skończyłam ją również o wiele dojrzalsza i bardziej otwarta na świat.

Jestem dumna z bycia absolwentką naszej kochanej "Trójeczki"

Agnieszka Wójcik, matura 2010

Działo się w tej naszej Trójce oj działo się, FeKuSz, WOŚP i sporo innych akcji które sprawiały że przychodzenie do szkoły nie opierało się na odbębnieniu kilku godzin i wybiegnięciu z krzykiem „DO DOMUUUU!”. Można było łatwo znaleźć swoje miejsce w tym wszystkim. Najlepiej wspominam miesiące przed fekuszem, ogromny natłok pracy i równie ogromna ilość zabawy w tym samym czasie, sporo wartościowych ludzi w jednym miejscu dążących do tego samego celu – to się zdarza nieczęsto.

Lekcje wbrew pozorom niekoniecznie były nudne, każdy nauczyciel miał swój własny, mocny charakter widoczny już na pierwszych lekcjach. Dzięki prof. Bogackiej już na zawsze zostaliśmy „uczonymi w piśmie” i „kopistami”. Na wieki wieków wektory prędkości będą do nas przemawiały głosem Prof. Lubińskiej. A trójkowa „superstar” Prof. Agata Adamska już zawsze będzie wisieć na naszych ścianach obok Matki Boskiej.

Michał Brudzisz, matura 2010

Kraków, 9.11.2010r.

Ostatnie westchnienie – część… OSTATECZNA

Przez całe 3 lata będąc uczniem III LO zastanawiałem się co, jak i jak długo mogę pisać o tej szkole. Ostatnio najbardziej dręczy mnie jednak jak długo mogę pisać. Mam zmieścić się w granicy od 100 do 120 słów… Czuję się prawie jak na maturze z angielskiego kiedy, po zakończeniu mojego opowiadania okazało się, że napisałem 450 słów! Czuję, że tak będzie i tym razem.

Kiedy po raz pierwszy przekroczyłem progi III Liceum jeszcze nie wiedziałem jak wiele mnie czeka. A biorąc pod uwagę to, że byłem dopiero w 2 klasie gimnazjum to możecie być pewni, że na temat życia nie wiedziałem praktycznie nic. Bo to właśnie Trójka była dla mnie prawdziwą nauczycielką życia.

Przejdę jednak dość szybko do dnia 1 września 2007 roku. Wtedy to się tak naprawdę wszystko zaczęło. Nowa klasa, nowa szkoła, nowi nauczyciele, nowe otoczenie… Fakt, nie byłem zupełnie osamotniony, bo miałem od początku tu wielu znajomych, ale… To było jednak coś nowego. Nie zapomnę tego pierwszego wrażenia, kiedy zobaczyłem twarze osób, z którymi miałem przez najbliższe 3 lata chodzić do jednej klasy. Załamałem się! Ale już wiele razy przekonałem się, że pierwsze wrażenie bardzo często jest błędne.

Jeżeli jednak chodzi o pierwsze wrażenie to wyjątkowe było to z pierwszej lekcji historii z p. profesor Wolską. Powiem szczerze, że wtedy myślałem tylko „O Boże, co to będzie…” Ale po tych trzech latach mogę powiedzieć „O Boże, dałem radę”, a tak na poważnie. Lekcje historii mimo… wszystko, wspominam bardzo, ale to bardzo pozytywnie. Do dziś śmieję się jak przeglądam moje zeszyty widząc „ndst” napisane niebieskim długopisem na marginesie.

Muszę przyznać, że każdy nauczyciel miał w sobie coś takiego, co sprawia, że mógłbym pisać o wszystkich po baaaardzo długim akapicie. W sposób wyjątkowy wspominam lekcje matematyki z p. profesor Nowak. To były lekcje, na których czułem domowe ognisko matematyczne, dzięki czemu na maturę z matematyki szedłem bez cienia obawy. Zastanawiam się kto bardziej się śmiał na lekcjach francuskiego z p. profesor Dworzańską – ja z kapitalnej atmosfery na lekcjach, czy pani profesor z… moich kosmicznych błędów językowych. Nie zapomnę lekcji polskiego, kiedy p. profesor Gałuszka załamywała ręce widząc ile osób przeczytało „Potop” (tak, to było okrągłe 0 osób!). No, ale śmiech pani profesor Żelazny, która w taki sposób wpisywała mi odpowiednią ocenę z odpowiedzi był po prostu bezbłędny. Mało kiedy uśmiechałem się wiedząc, że dostaję 1. Lekcje WF na os. Kalinowym z panem Salwą nie wymagają chyba większego komentarza. Kto tego doświadczył wie, co mam na myśli. A lekcje PO z p. Aurelią… To była wręcz magia. Wszystkie lekcje miały w sobie to coś wyjątkowego, coś czego inna lekcja mieć po prostu nie mogła. Czy to był angielski z p. Szustkiewicz, WOK z panią Serwińską, francuski z p. Witkowską, chemia z p. Pisarczyk, fizyka z p. Białkiem i p. Wolszą, geografia z p. Kulką, p. Klec i p. Czupryną, PP z p. Murzyn, polski z panią Furs i p. Ryszawy, WF z p. Stolczykiem, religia z p. Ludorowskim i ks. Caputą… Nieważne czy to było nudne, męczące czy drażniące 45 minut. To było 45 minut spędzone w III LO.

Bardzo ważnym nauczycielem dla mnie była pani profesor Jadwiga Sendor, nasza wychowawczyni. Była to jedna z nielicznych osób, które rozumiały i wspierały mnie w mojej misji organizacyjnej III LO. Było mi zdecydowanie łatwiej z myślą, że w razie problemów mogę zwrócić się o pomoc do kogoś takiego. Każdy dzień mojej nieobecności na lekcjach mijał mi ze spokojem, nie myślałem o tym co to będzie, że znowu mnie nie ma. Bo wiedziałem, że jest ktoś kto mnie wesprze i pomoże.

Nie mógłbym nie wspomnieć o wspaniałym Dyrekcji III Liceum: Pani Dyrektor Marcie Łój i Pani Dyrektor Ligii Wirtel. Były to osoby, które na każdym kroku dopingowały nas w działaniach społecznych. Za każdym razem mogliśmy liczyć na życzliwość, czas (nie zapomnę wielkich poszukiwań Dyrekcji, kiedy potrzebowałem podpisu pod jakimś pismem, a potem okazywało się, że ów pisma mają moje koszmarne błędy, które trzeba było poprawiać, potem znów szukać Pań itd…), dobrą radę i zaangażowanie w nasze sprawy.

Ważnym akcentem związanym z Trójką była szkolna liga piłkarska. W 1 klasie nie znając się jeszcze zupełnie stworzyliśmy z chłopakami kapitalną i zgraną drużynę. Szliśmy jak burza (z małymi problemami po drodze) i skończyliśmy zawody na 4 miejscu. Fakt, w pierwszej chwili byliśmy strasznie zawiedzeni, ale… Sukces był przeogromny.

Ogromną przyjemnością i zaszczytem była dla mnie możliwość sprawowania funkcji przewodniczącego klasy przez pełne 3 lata. Zaufanie jakim darzyła mnie klasa (albo raczej chęć zwalenia obowiązków) była dla mnie czymś niesamowitym. Do dziś mile wspominam lekcje wychowawcze, podczas których usilnie starałem się przedrzeć przez głośne decybele chcąc ogłosić klasie coś zupełnie nieistotnego.

Pozwolę sobie przejść teraz do wspomnienia chwil dla mnie najbardziej istotnych. Mam na myśli oczywiście moją przygodę z Samorządem Uczniowskim. Zaczęło się dość niepozornie. Kiedy zbliżały się wybory (1 klasa) mój brat wraz z całą męską ekipą ówczesnej 3c (takiej 3c to chyba nie było i z pewnością nie będzie) nie porosili mnie… Zażądali ode mnie startu w wyborach. Czyż mógłbym im odmówić? Bez większych nadziei podchodziłem do tego wydarzenia. Okazało się jednak, że zająłem 2 miejsce i zostałem członkiem samorządu III LO. I od tego dnia wszystko się zaczęło… Stałem się wtedy jednym z nienormalnych uczniów tej szkoły. W następnym roku wygrałem wybory i zostałem przewodniczącym Samorządu. Za rok musiałem ustąpić i… Powiem, że było mi tego bardzo szkoda, ale byłem dumny ze swojej pracy. Mógłbym pisać o tym długo. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że mam się zmieścić w 120 słowach odwołam się do moich poprzednich części z serii „Ostatnie westchnienie”. Napiszę tylko, że takich emocji, takiej porcji śmiechu i złości (K10!), ale i doświadczenia, a przede wszystkim to, że poznałem tylu wspaniałych ludzi nie znalazłem i chyba już nie znajdę nigdzie jak dzięki pracy na rzecz III LO.

A jeżeli mówię o wspaniałych osobach poznanych w tej szkole muszę osobiście wymienić Jedyną, Wspaniałą, Niepowtarzalną, Genialną, Nad wszystko wesołą, Kochaną Panią Profesor Agatę Adamską. I teraz ciekawostka. Wrócę na chwilę do pierwszych wrażeń. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Panią Adamską. Było to na kilka dni przed wyborami w 1 klasie. Pani profesor w sposób stanowczy i poważny zaleciła mi usunięcie moich plakatów wyborczych ze ścian. No, ale się wtedy przestraszyłem! Ale bardzo szybko przekonałem się, że to było właśnie to błędne pierwsze wrażenie. Z nikim nigdy nie współpracowało mi się tak doskonale jak z Panią Agatą Adamską. Jest to osoba, dzięki której wspominam i zawsze będę wspominał te lata spędzone w Trójce jako coś najlepszego co mogło mnie spotkać. Każdy szary i deszczowy dzień potrafił rozpromienić się jasnymi blaskami słońca kiedy spotykało się panią Adamską. Ale chyba nikomu nie muszę tego tłumaczyć, myślę, że każdy mógł się o tym przekonać.

Oddzielnym rozdziałem był Festiwal Kultury Szkolnej. Przychodził taki czas na początku każdego roku, że trzeba było sobie zrobić kilkutygodniową przerwę od normalnych zajęć szkolnych. No bo komu by się chciało siedzieć przez cały rok szkolny na wszystkich lekcjach. Śmieszne, spędzałem w szkole wielokrotnie więcej czasu niż trwały lekcje, a jakoś cholera miałem nieobecności. Ale tak potrafią tylko Ci nienormalni. Kilka miesięcy przygotowań, opuszczonych zajęć dla jednej imprezy. Ale to nie było zwykła impreza. To był FeKuSz. Ja wtedy potrafiłem więcej czasu spędzać w samorządówce niż we własnym domu. Dom służył mi tylko jako punkt noclegowy. A kiedy przychodził dzień Gali… 3 razy próbowałem to opisać i ani razu mi nie wszyło. Te dreszcze przechodzące po całym ciele… Tego nie da się opisać czy wyobrazić. To trzeba przeżyć. Zorganizowałem 3/3 FeKuSze. Dreszczy mam aż nadmiar! Ale za nic bym nie oddał tych emocji… Jestem dumny z tego, że byłem taki nienormalny, że to robiłem. Bo nie sztuka jest być głupcem, ale nienormalnym to co innego!

30 kwietnia 2010 roku to wszystko… się jakby skończyło. Poczułem wtedy jak bardzo będzie mi tego wszystkiego brakować. Kilka tygodni temu przeglądałem zdjęcia z FeKuSzów. Wzruszyłem się… Trójka to była dla mnie naprawdę ogromna moc, było to coś, co sprawiało, że miałem siłę. Nawet wtedy, kiedy przez działania tej siły mi zaczynało brakować. Dzięki temu wszystkiemu, co spotykało mnie na co dzień w III LO miałem siłę. Dziś pisząc to ostatnie westchnienie też czuję taką tęsknotę za tym wszystkim co mnie spotkało.

Ostatnie (jak na razie) moje spotkanie z Trójką miało miejsce pod koniec września. Udaliśmy się wtedy z kolejną bardzo ważną dla mnie osobą spotkaną w tej szkole, Agnieszką Wójcik z wizytą. Usiedliśmy jak dzieci na podłodze pod salą 23 (jakby ktoś nie wiedział właśnie tam lekcje ma pani Adamska) czekając aż zadzwoni dzwonek. I gdyby nie fakt, że należeliśmy (znaczy się należymy!) do dumnej grupy nienormalnych III LO zapewne pani Dyrektor Marta Łój pomyślałaby, że kilkumiesięczne wakacje niezbyt dobrze wpłynęły na nasze głowy. Jednak, nasze zachowanie nie było niczym dziwnym, bo jak mam w zwyczaju mówić: już nie takie rzeczy się robiło…

Nie powiedziałem o wielu osobach i wielu rzeczach. Ale ja kiedyś napiszę jednak książkę o III Liceum, to wtedy o każdym będzie oddzielny rozdział! No… Chyba zmieściłem się w tych od 100 do 120 słowach, prawda? Ufff… To było moje ostatnie westchnienie…

Bartek Krzoski 1c, 2c, 3c, Matura 2010



Przede wszystkim na początku muszę wspomnieć, że lata licealne pamiętam bardzo pozytywnie. Począwszy od nauczycieli, przez same zajęcia po ludzi, których miałam przyjemność poznać. Główną osobą, która utkwiła mi w pamięci jest mój wychowawca prof. Paweł Kulka, który nie jedno z nami przeszedł. Pani prof. Aurelia i zajęcia z przysposobienia obronnego, an których w pewnym sensie można było się wyluzować, ze względu na niezamierzoną przez panią profesor luźną atmosferę. Pamiętam, że każdą długą a czasami też te krótsze przerwy spędzało się w Bufecie, przy herbacie, drożdżówce i klasowych plotach. Takich wspomnień jest mnóstwo, które przypominają się od czasu do czasu, jak to, że mimo bardzo ciekawych lekcji historii z panem prof. Downarom, zdarzało mi się zasnąć w ostatniej ławce, albo ataki głupawi na lekcjach fizyki.

Magda Klimczak, matura 2005



Co pamiętam:

- długie przerwy w bufecie,
- fizykę w piwnicy,
- p. Pająk uderzającą dziennikiem w ławkę,
- wyjazdy z Wychowawcą,
- skaczącą nogę Bujaka
- pana Toma na PO i musztrę u p. A. Leśniak,
- rozmowy Bala i p. Gałuszki na polskim,
- kolczyk w języku Artura,
- auto Nazim,
- listy z Magdą na lekcji,
- spacery na przerwie
- sprawdzanie 'zeszytu' z nadzieją, że kogoś dziś nie ma,
- karne kartkówki u p. Bobak J
- płacz i zgrzytanie zębów na historii u p.Downara,
- krowie serce u p. Ołowskiej na lekcji,
- gra w 'siatkę' na WFie

Aleksandra Żyła, matura 2005



Wspomnienie


Moje predyspozycje i zdolności są humanistyczne. Byłem zdecydowany wstąpić na polonistykę, co też zrobiłem. Jednak w liceum ukończyłem profil biol-chem a egzamin dojrzałości zdawałem z chemii. Zadecydowały o tym dwie rzeczy. Po pierwsze - w moim roczniku panowało powszechne przekonanie, że człowiek naprawdę zdolny i pracowity powinien wybrać któryś ze ścisłych profili. Elitę stanowił zwłaszcza mat-fiz. Human, wybaczcie mi literaci, miał po trosze opinię ścieżki dla outsiderów. Ale wybierając chemię działałem także z pobudek niskich: w moim odczuciu jest ona najprostszym do zdania przedmiotem maturalnym. Wystarczy przestudiować niezbyt gruby skrypt i mieć od Boga tę szczyptę logiki, iskierkę, dzięki której nawet najbardziej powikłane atomy i związki układają się w powtarzalne schematy i układy. Znając podstawy załatamy wtedy większość dziur w wiedzy, a oszczędzony czas możemy przeznaczyć na coś bardziej konstruktywnego niż kucie. Do dziś współczuję tym, których dopadła nieunikniona konsekwencja profilu humanistycznego: matura z historii. Udało mi się wtedy uniknąć losu biednych, zagonionych duszyczek, które wylewają hektolitry potu, tylko po to żeby wiedzieć, jak imć Drucki- Lubecki organizował kulawą ekonomię Księstwa Warszawskiego...

Mimo wszystko pisemna matura z chemii nie poszła mi na tyle dobrze, żebym mógł opuścić egzamin ustny. Kiedy przyszedłem na część ustną, korytarz - poczekalnia na ostatnim piętrze, za kotarą, przedstawiał niezapomniany widok. Na jego środku zestawiono razem ze sześć ławek. Całą ich powierzchnię wypełniały płachty papieru pokryte wzorami, strzałkami i schematami. Wokół tego pandemonium, które przypominało grę sztabową, chodzili najwybitniejsi chemicy z całego rocznika i kłócili się nawzajem czy będzie reagować, jak będzie reagować i czy pójdzie bez katalizatora czy nie. Okazało się, że mat - fiz otrzymał dodatkowy zestaw pytań - same chemografy i to takie, w których były dziwaczne, z pozoru niemożliwe, przejścia między związkami. Tak więc konsylium chemiczne radziło, jak ugryźć problem.

Na samym egzaminie wylosowałem wdzięczny temat, mianowicie krzem. W czasie odpowiedzi doszedłem do punktu, w którym trzeba było podkreślić podobieństwo strukturalne krzemu i węgla. I w tym momencie profesor Kuliga spytał mnie, dlaczego, skoro oba pierwiastki są tak podobne, ludzie i zwierzęta składają się jednak z węgla, a nie z krzemu. Czemu natura wybrała tak a nie inaczej. Po namyśle stwierdziłem, że gdybyśmy byli zbudowani z krzemu, bylibyśmy mniej reaktywni czyli, przekładając na ludzki język, bardziej ospali. - Przede wszystkim bylibyśmy dwa razy ciężsi! Wyobrażasz sobie mnie, kobietę, -wyobrażasz sobie w ogóle jakąkolwiek kobietę - ważącą dwieście kilogramów?! - usłyszałem w odpowiedzi.

- Rzeczywiście... - przyznałem. - To trzeba by głębiej przemyśleć... W ten sposób dostałem szóstkę z matury ustnej. Kwestii dwustukilogramowej kobiety zbudowanej z krzemu nie rozwiązałem jednak do dziś.

Piotr Plichta, matura 1989



Jako maturzystka byłam jedną z jurorek Fekuszu. Muszę przyznać, że ocenianie ciast-najprzyjemniejsza część konkursu jest jednak dużo łatwiejszym zadaniem niż wyłanianie zwycięzcy. Dyskusje zmierzające do ustalanie ostatecznych werdyktów niejednokrotnie kończyły się przy kawałku czekoladowego torcika z orzechami tudzież eksperymentalnego ciasta z niebieską galaretką i owocami niewiadomego pochodzenia - na ostudzenie emocji i zwiększenie jednomyślności jury. Nic też nie zastąpi zdziwienia i uśmiechu, dlaczego bohater romantyczny szuka swej ukochanej w książce telefonicznej pod literą U (jak ukochana).

A jeśli chodzi o poszukiwanie - nie ma to jak racjonalistyczne podejście mat-fizu w zgłębianiu meandrów literatury. Jak powiedział kiedyś mój kolega Michał, jedynym tak naprawdę poszukującym bohaterem literackim jest pan Hilary. Nic dodać nic ująć.

Anka Plichta, matura 2000



Nie zapomnę nigdy jak Pan Downar prześladował nas za orty na klasówkach z jego przedmiotu. Pomimo jego usilnych zapewnień, że "Polska" pisze się z dużej litery, jakoś wciąż ktoś zdawał się niedowiarkiem i pisał "polska". Finally, powiedział nam: " Ja wiem, że jesteście klasą dwujęzyczną - tzn angielsko-niemiecką - bo polskiego to wy na pewno nie znacie."

Jakoś nikt się nie śmiał.

Kasia Nosek (Wabno) matura 1999



Młodość w III LO pozostawiła we mnie niezatarte wspomnienia jednych z najpiękniejszych chwil w moim życiu. To w murach tej szkoły mogłam liczyć na zawsze życzliwą i pomocną postawę nauczycieli, koleżeństwo i wsparcie kolegów a także możliwość samorozwoju. To tu dzięki doskonałemu programowi nauczania skonkretyzowały się moje zainteresowania, które mogłam później poszerzać. To także tu poznałam wiele osób, z którymi przyjaźń - mimo upływu lat - wciąż trwa.

Magdalena Mąka (nauczyciel języka angielskiego) matura 2001



Czego nauczyłem się w liceum? Nauczyłem się różnic. Właściwie jakikolwiek rodzaj zdobywania wiedzy to nauka dostrzegania różnic między pozornie takimi samymi zagadnieniami. Są więc różnice między nauczycielami, którzy znajdują przyjemność w tym czego uczą (nieważne czy jest to angielski, biologia czy geografia społeczno-ekonomiczna) i takimi, którzy tej przyjemności nie znajdują. Cieszę się, że w III Liceum dane było mi spotkać tę pierwszą grupę, bo tylko oni przekazują istotne różnice.

Sławomir Zdziebko, matura 2005



Kiedy teraz wspominam licealne czasy , dochodzę do wniosku, że był to najlepszy okres w moim życiu. Poznałem w szkole wiele fantastycznych osób, miałem okazję pełnić funkcję administratora szkolnych pracowni komputerowych z czym wiąże się wiele wspomnień. Nauczycieli w szkole uważam za najlepszych na jakich można trafić. Wiedza wyniesiona z murów III LO zaczyna owocować w studenckim życiu.

Konrad Jabłoński , matura 2006



Powracając wspomnieniami do czasów uczęszczania do 3 LO, przypominają mi się wesołe lekcje geografii, prowadzone przez charyzmatycznego profesora o zamiłowaniu do swego nazwiska, przysposobienie obronne na którym nigdy nie było wiadomo co zrobi uczeń. Nie zapomniałem także o lekcjach informatyki na których także nigdy nie było wiadomo co się zaraz stanie (razem z kilkoma osobami byliśmy tam administratorami :D ).

Arkadiusz Dzięgiel, matura 2006



Wspomnienia z czasów bycia licealistą

Po wielu stresach związanych z wyborem i oczekiwaniem na przyjęcie do liceum, wreszcie udało mi się wstąpić w te stuletnie mury tradycji. Początki, wiadomo - były trudne. Lecz bardzo szybko udało mi się odnaleźć w nowym środowisku. Dzięki wycieczce integrującej, poznałem bliżej całą klasę oraz p. Marzenę Gałuszkę, moją wychowawczynie i nauczycielkę języka polskiego.

Na przedmiotach oprócz nauki i ciężkiej pracy zdobywania wiedzy, było także miejsce na wesołą zabawę i śmiech.

Bardzo miło wspominam p. Pawła Kulkę, który wiedze geograficzną potrafi przekazać w bardzo rozrywkowy sposób.

Szczególne słowa uznania kieruję do p. Agaty Bogackiej. Mimo że wydawała się osobą ostrą i bardzo wymagającą, to właśnie dzięki jej zaangażowaniu w nauczenie, wiele osób z mojej klasy (również ja) może cieszyć się sporą wiedzą matematyczną.

Nie sposób wymienić tutaj wszystkie epizody z bycia licealistą i opisać wszystkich ludzi, którym powinienem podziękować. Lecz pragnę wspomnieć o jubileuszu 100-lecia.

Był to dla mnie ważny element życia. Podczas przygotowywań i przebiegu miałem możliwość współpracowania ze wspaniałą p. dyrektor. Bogumiłą Wojnicz.

Przez całe trzy lata nauki przeżyłem bardzo miłe i niezapomniane chwile, które na długo pozostaną w mojej pamięci.. W szkole, na ciekawo prowadzonych zajęciach, kilku wycieczkach kulturalno-rozrywkowych... A wszystko to dzięki atmosferze jaką potrafiliśmy razem stworzyć - klasa i nauczyciele.

Do tej pory z wieloma osobami poznanymi w liceum (również nauczyciel) utrzymuję częste kontakty.

Bartłomiej Kwiatek, absolwent klasy 3F, matura 2006



Co pamiętam z LO..... Wspomnienia trochę wyblakły i stresujące sytuacje stały się tylko nieprzyjemnym echem przeszłości. Pozostały natomiast pamiątki po niesamowitej zabawie, niezwykłych ludziach i całych godzinach śmiechu. Pamiętam klasę, która stała się prawie drugą rodziną i która w dalszym ciągu utrzymuje kontakt i wspiera się w trudnych chwilach. Moje myśli zawsze krążą wokół budynku III LO i ludzi (nauczycieli i uczniów), których poznałem w czasie pobytu w 'zakładzie' :)

Jakub Zachara, matura 2003



Jakie mam wspomnienia z III LO? - Oczywiście dobre. Trudno w kilku zdaniach będzie oddać historię 4 lat swojego życia (a w zasadzie 8, ale to zaraz), niemniej jednak postaram się wspomnieć o kilku faktach.

Pierwszym moim ważnym wspomnieniem z III LO jest ustny egzamin wstępny z biologii zdawany u pani profesor Jagiełło, podczas którego oczywiście zapomniałem najprostszych pojęć i trzeba było mówić naokoło. Skoro już mowa o Pani profesor to warto wspomnieć o tym, że na moją deklarację o tym, że nie lubię systematyki, bo jest nudna usłyszałem "czy ja wiem, pisałam z niej doktorat".

Z innych historii przypomina mi się jedno ze spotkań samorządu u Pana Dyrektora, kiedy to nowa ekipa musiała się zaprezentować. Po przedstawieniu przewodniczącego, vice przewodniczącego przyszła kolej na Patrycję będącą drugą vice przewodniczącą, która wygłosiła następującą formułkę "nazywam się Patrycja i jestem vice-vice-miss".

Nie można też nie wspomnieć o tym, jak kiedyś na angielskim wyszliśmy z sali przed przyjściem Pani profesor Adamskiej. Zostawiliśmy zasłonięte okna, zapaloną świeczkę i duży napis na tablicy "jesteśmy obecni duchem". Pani profesor weszła do sali... zapewne przyjrzała się naszym działaniom wyszła, zeszła do pokoju nauczycielskiego. Potem wróciliśmy do klasy i z pewnym opóźnieniem zaczęła się lekcja.

Bardzo cenię sobie to, że panująca w trójce atmosfera sprawiła, ze razem z dużą częścią klasy spotykamy się w szkole co roku na wigilię.

Marcin Kłak (Przewodniczący Samorządu Uczniowskiego), matura 2003



Z naszej 'trójki' mamy dobre wspomnienia, mogliśmy rozwijać nasze zainteresowania. Jedyne czego nie możemy darować prof. Serczykowi, to spotkanie przy Barbakanie 'na zwiedzanie Krakowa', na które nie przyszedł. Być może właśnie rozpoczęto (jak zwykł mówić) nakręcanie 10 filmów fabularnych na podstawie Jego życiorysu.

Kaśka Jarzmie, Kinga Ołdak, Olga Zegartowska, Dominik Eliasz, matura 2005



Każdy rok był rokiem szczególnym J dlatego zapewne nie wystarczyłoby czasu na streszczenie całego pobytu w Zakładzie. Najbardziej w pamięci zapadły mi: - klasa 'B' - niesamowici ludzi, którzy stworzyli wspaniały klimat, - nauczyciele - nie ma co wymieniać, bo wszyscy byli świetni -wycieczki szkolne :) Zawsze miło wspominam pobyt w III LO i czasem żałuję, że to już za mną. Był to czas beztroski i zabawy a nauka przychodziła z łatwością. Jak wiadomo, wszystko co dobre, szybko się kończy i trzeba teraz stawić czoła nowym wyzwaniom. Uważam, że zostałem do tego dobrze przygotowany, za co jeszcze raz dzięki!

Jakub Sumera, matura 2003



"III Zakład", nie zna go tylko ten, kto w nim nigdy nie był J. To chyba szkoła, która ma ten swój "klimacik", jedyny w swoim rodzaju. Nie jestem w stanie opisać tego, co się działo na naszych lekcjach, przerwach, tego się po prostu nie da opisać słowami, tych "kawiarni" na lekcjach PO z Panią Aurelią, o musztrze z nią nie wspomnę. Dużo tego było... Liceum wspominam bardzo miło i nadal z uśmiechem wracam w mury (już trochę odnowione) naszej szkoły, co roku na Wigilię klasową, w ciągu roku, od czasu do czasu odwiedzając nauczycieli, którzy w pewnym stopniu wpłynęli na to, jakim jestem teraz człowiekiem. Po mimo, że liceum to okres ostatniej beztroski, która kończyła się (przynajmniej dla mnie) wraz ze zdawaniem matury. Mojej klasy, kochanej (teraz już 8) "B", nie zapomnę, poznałam tam cudownych ludzi, którzy stali się moją "drugą Rodziną", przyjaciółmi, którzy pamiętają i będą pamiętani.

Małgorzata Marzec, matura 2003

Nauka i życie towarzyskie w III LO to cztery niezapomniane lata pełne niesamowitych wydarzeń i osób, które oddawały baaardzo unikatowy charakter tej zacnej instytucji:) Komiczne sytuacje można by opisywać bez końca, ale sadzę, że najlepiej przytoczyć oryginalne cytaty, znajdujące się w moim małym notesie, który prowadziłam prawie od początku pierwszej klasy. Założyłam go, kiedy stało sie jasne, że te wszystkie komentarze i cięte riposty, jakie padały na lekcjach zarówno ze strony uczniów jak i nauczycieli, powinny zostać spisane i zachowane dla przyszłych pokoleń:) Teraz, kiedy je czytam, wracają wspomnienia mojej fantastycznej klasy, która nie zmieniła się ani trochę zarówno pod względem ciętego języka, jak i stopnia zażyłości:) oraz jedynych w swoim rodzaju nauczycieli i ich lekcji, z których każda miała swój niepowtarzalny charakter.



Nauczyciele:

- Angielski: A ja wierzyłam, że nie pochodzisz od kury...

- Angielski: Wy dziabągi kostropate!!

- Łacina: Wiecie, jakie tortury ja zadaję uczniom? Wyrywam im włosy pod pachami...

- Łacina: O, wy małpy rosochate!

- Biologia: Rybosomy to takie bałwanki..

- Łacina: Powyrywam Ci nogi wraz z przyległościami!

- Plastyka: Zachorował na grypę, bo nie mył nóg!!

- Plastyka: Czy ja wariuję, czy co??

- Plastyka: Sprawdzian z plastyki to jest....no co, co to jest?? To jest RELAKS... R E L A K S!! A jak ktoś tego nie odczuwa, to ma jakieś braki!!

- Plastyka: Co? Ty się boisz sztuki?? Sztuki nie trzeba sie bać!! Wszyscy artyści pójdą do nieba!!

- Plastyka: Cooo??? Jeśli nie wiecie, że to kompozycja dośrodkowa, to musicie się leczyć!! To jest jakiś oczopląs!!

- Biologia: W kwiatach znajduje się miodzik, jak dla Kubusia Puchatka.

- Plastyka: Będę musiał wpisać jedną jednocyfrową jedynkę!

- Plastyka: Dwóch się biło, a trzeci nic nie robił! I ja mu wpisałem jedynkę!



Nauczyciele + Uczniowie:

Na polskim (poezja Anakreonta): Pytanie p. profesor: Gdzie znajduje się podmiot liryczny?
Odpowiedź: w pubie...

Matematyka, p. profesor: Do tabeli wpisujemy resztę z dzielenia przez 3...
Ktoś: A co to jest reszta?

Polski: p. profesor: Bądźcie cicho przez 3 minutki!
Ktoś: Tylko przez 3?

Ktoś nieprzytomnie na niemieckim: Er trinkt Kotelett..

Geografia, p. profesor: Proszę państwa, to ostatnia geografia w tym tysiącleciu!
Klasa: Hura!
p. profesor: Za karę zrobicie globus Krakowa!

Fizyka, p. profesor: Dlaczego zmienia się prędkość?
Klasa: Bo się zmienia przyspieszenie.
p. prof.: A dlaczego zmienia się przyspieszenie?
Klasa: Bo się zmienia prędkość...

Niemiecki (scenka "w restauracji"): p. prof. Co zamawiasz do picia do kurczaka?
Ktoś: Pół litra!

Niemiecki: p.prof.: Jak w Polsce wołamy na kelnera?
Ktoś: Ej, ty w białym!

Chemia. Osoba pytana, nieprzytomnie: Okres układowy...

Polski, temat: treść i zakres wyrazu. P. prof.: Co ma każde drzewo?
Ktoś: Korniki!!

Polski (lektura: "Quo vadis?"), p. prof.: Jak nazywała się naprawdę Ligia? Kali...
Ktoś: Kaligula!!

PO. p. prof. (zdenerwowana): Nie rozumiem twoich rozmów!!!
Ktoś (do rozmawiającej osoby): Ej, mów wyraźniej!

Jedna z p. prof. stoi bezradnie z kasetą video i usiłuje wepchać ja do magnetowidu: Jak to się, dzieci, włącza?
Ktoś: Trzeba najpierw wyjąć z opakowania...

Chemia, początek roku, przypomnienie zasad pracowni chemicznej.
P. prof. : W pracowni chemicznej nie wolno..
Ktoś: Pytać!!!

PO. P.prof.: Gdzie ty wędrujesz po klasie?
Ktoś: Sport to zdrowie!

Praktykant na chemii przygotowuje doświadczenie.
Ktoś: Co pan tam robi? Obiad?

Angielski. P. prof. tłumaczy, że nie ma angielskich nazw gatunków roślin, tylko łacińskie. Ktoś: Jak to? A FLOWER?

P.prof. : To jest skuteczna metoda, jak wysyłacie ochotników..
Ktoś: Wiemy. Dlatego ją stosujemy.

P. prof.: Kochani, ja wiem, że wy się nudzicie..
Ktoś: No mało..

P.prof. chce komuś zabrać telefon komórkowy.
Ktoś: Nie dam, to jest własność prywatna. Poza tym, może pan zadzwonić na 0-700...

To były naprawdę wspaniałe lata i bardzo się cieszę, że nasi nauczyciele oraz klasa spotykają się co roku na wspólnej wigilii. Wtedy te stare dobre czasy przeżywamy na nowo.

Agata Majer, matura 2003



Wspomnienie „Trójeczki”
Na początku muszę przyznać, że III LO nie było Szkołą, do której chciałem iść… nawet odwiedziny w czasie Dni Otwartych mnie do tego nie zachęciły… Ponieważ wtedy nie dowiedziałem się jeszcze, co kryje się w szarym budynku na terenie Nowej Huty o nazwie III Liceum Ogólnokształcące im. Jana Kochanowskiego… a dziś już wiem!!! Tam ukryła się spora grupa ludzi, dobrych, szczerych i przyjacielskich oraz ponad 100letnia historia, która jest dumą naszej „Trójki”. Szkolna rzeczywistość w III LO była dla mnie pasmem pozytywnych, miłych zaskoczeń! Z pełnym przekonaniem przyznaje, że w pierwszej kolejności byli to otaczający mnie ludzie, zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Zdecydowanie muszę przyznać, że bardzo pozytywnie „Trójka” wyróżnia się wśród krakowskich Liceów, mimo że III LO jest szkołą środowiskową. Cel zawsze jest ten sam, by młody człowiek miał dobry start w dorosłe życie. Z całego serca pozdrawiam Wszystkich związanych z III LO w Krakowie!
P.S Dzisiejsi absolwenci rozpływają się w marzeniach o następnym Jubileuszu :)

Błażej Wogórka, matÓra 2007



Tak już w naszym życiu jest że ludzie i miejsca nie doceniane w przeszłości z biegiem czasu często powracają w naszej pamięci i przechodząc przez sito pozytywnyh wrażeń zapisują wspaniałą karte w naszym życiorysie... Nie inaczej jest ze mną i moją przygodą z 3 LO. Okres mojego pobytu w liceum był dla mnie ważny z wielu względów- to tu zdobywałem wiedzę którą teraz wykorzystuje na studiach, to w tym czasie ukierunkowałem swoją przyszłość i to w tym czasie wchodziłem w dorosłe życie. Nigdy nie sądziłem że te mile spędzone chwile, których nie brakowało, tak trwale zapiszą się w mojej pamięci, a słowa które usłyszałem na lekcjach (niekoniecznie te miłe:) będą wracały w różnych sytuacjach. To jest ciekawe że lekcje do których mieliśmy beznamiętny stosunek widziane są z perspektywy czasu przez różowe okulary i nawet te mało atrakcyjne momenty odchodzą w niepamięć zasłaniane przez barwne przygody których nie brakowało. Szczególnie zapadły mi w pamięć lekcje w-fu kiedy o 7 rano w listopadzie z młodzieńczym zapałem kopaliśmy piłke. Bardzo dobrze pamiętam lekcje j. angielskiego z P.prof. Adamską, kiedy momenty intensywnej nauki przerywane były błyskotliwą puentą (oczywiście po angielsku:) z których cała sala z trudem opanowywała śmiech i mimo, że nie specjalnie rozumiałem o co chodzi śmiałem się najbardziej:) Szkoda że ten okres trwał tylko 3 lata, bo pewnie wiele więcej ciekawych osób bym poznał i pewnie przeżyłbym wiele więcej zabawnych historii które mógłbym opowiedzieć znajomym z uczelni w czasie nudnych wykładów na uniwersytecie... Wszystkim uczniom 3 LO życzę takich samych pozytywnych wrażeń, jak najwięcej śmiesznych historii i aby pamiętali że ten okres w życiu przeżywa się tylko raz:)

Paweł Musiałek, matura 2007



© 2010 III Liceum Ogólnokształcące
Krzysztof Piskorz