Data publikacji: 13 05 2020

Przy okazji kolejnych eliminacji do FeKuSzu, tym razem przedstawień, nie można nie wspomnieć o bardzo barwnej trójkowej postaci, o KACPRZE BYLICY.

I właściwie powinnam już zamilknąć, bo to nazwisko i osobowość naszej Sławy sama rozbudzi wyobraźnię i uruchomi lawinę reakcji.

Nieobecny wzrok, trochę chaotyczne słowa wskazujące, jak często Kacper rozmawiał z samym sobą, uśmiech skierowany w przestrzeń, a nie ludzi,  bo Kacper uśmiechał się do swojej wizji lub pomysłu, miliony obłędnych pomysłów strzelających z rękawa, a każdy następny lepszy od poprzedniego, takim go pamiętam.

Kacper wspomina swoje fekuszowe początki w 2016 roku wymieniając Bartosza Nercia, który namówił go do współtworzenia konferansjerki na Galę. To jego przypadkowe (jak utrzymuje, choć ja w przypadki nie wierzę) przedsięwzięcie zaowocowało tyradami śmiechu i oklaskami, w dużej mierze jego autorstwa montypythonowskich perypetii aktorów chorych na szekspiriozę (któż inny mógł wymyślić taki wątek!):

„Pamiętam, że grałem aktora, który wcielił się w Ryszarda III (prorocze?!) i biegał po scenie w piżamce krzycząc: Konia, konia, królestwo za konia! do tańca z Gangnam Style.”

Była też scena z „Żywota Briana”, w której Kacper w czapce – wyglądając jak Żyd – ze swoim sporym zarostem, targuje się z Bartoszem Nerciem.

I choć z początku wahał się, czy stworzyć coś swojego, jakąś poważną formę dramatyczną, chęć pokazania się zwyciężyła. Kacper mówi, że jego szekspirowski bzik zaczął się od „Romeo i Julii”; potem wgryzał się w „Mackbeta”, „Hamleta”, żeby w końcu trafić na „Ryszarda III”. Dlaczego ta postać, pytam Kacpra:

„Ryszard III zachwycił mnie formą podawczą, formą kreacji świata. Mamy postać, która jest zaprzeczeniem typowego głównego bohatera: to osoba kulawa, garbata, o bezwładnej ręce, która pomimo tego, że wojna się skończyła, nie jest tym faktem zachwycona i znowu chce wojny, bo czuje się pominięta: Wszyscy bili mi brawo, jak byłem na wojnie, a teraz wszyscy mną gardzą.”

Pomysł z Ryszardem III nie był świeży, gdyż zrodził się w gimnazjum, ale wciąż był bardzo młodzieńczy, tak więc w liceum Kacper postanowił przeanalizować tę postać jeszcze głębiej i dojść do nowych wniosków. Efekt? Owacje na stojąco, w pełni zasłużone, choć w czasie spektaklu na widowni panowała kompletna cisza!

Kacper zaczyna pracę w Operze Krakowskiej i mocno podbudowany własnym sukcesem oraz spektakl  „Bez skrupułów”, na podstawie Ryszarda III, postanawia stworzyć coś znacznie głębszego i filozoficznego, taką carte blanche dla widza. I wtedy pojawia się inspiracja: 5ciogodzinna opera Tannhauser. Kacper wspomina:

„szedłem z kwiatami do jednej z wokalistek i stojąc za kulisami usłyszałem majestatyczne chóry, zobaczyłem jak główny bohater pada na ziemię a kwiaty, które na niego padają, tworzą biały dywan… I wtedy zacząłem się zastanawiać: o czym jest to mistyczne dzieło? A może opowiedzieć o Tannhauserze w Trójce, bo to na tyle otwarte dzieło, żeby stać się otwartą kartą dla wszystkich. Chciałem pokazać kogoś, kto żyje w krainie Wenus, w świecie doskonałym, ale zaczyna tęsknić za czymś banalnym – za śmiertelnym światem.”

Kacper w tym momencie konkluduje swoją wizję Tannhausera słowami Wagnera: Język tonu jest początkiem i końcem języka słowa, jak uczucie jest początkiem i końcem rozsądku”, kończąc sztukę samobójstwem bohatera, czyli świadomym odrzuceniem zbawienia – pomysł Kacpra na tę otwartą filozoficzną konkluzję, która miała widza trzymać w napięciu i skupieniu do końca. I tak też było. Spektakl napisany przez Kacpra stał się przysłowiową wisienką na torcie tamtej Gali. Jeszcze długo był dyskutowany i wspominany, czyli cel Kacpra został osiągnięty. Brawo!

Bardzo lubię rozmowy o sztuce i nie mogłam nie zapytać Kacpra o celowość tworzenia (a nie, odtwarzania sztuki). Kacper powiedział ważne słowa, które dla mnie – doświadczonego pedagoga i wariata sztuki były oczywiste, ale chciałam, żeby wybrzmiały od kogoś znacznie młodszego, wskazując na uniwersalność i ponadczasowość sztuki, i Kacper ujął to tak:

„Jeśli ktoś chce, w „Romeo i Julii”, opowiedzieć o swoim życiu, to nie będzie to kolejna  adaptacja, tylko jedna z jego najważniejszych interpretacji.”

Zachęcając młodych ludzi do tworzenia Kacper dodał, że tworząc , na przykład, monodram, będą mogli poprzez to ‘być albo nie być’ powiedzieć coś o sobie, doświadczyć ich własnego, a nie Hamleta ‘być albo nie być’.

Namówiony przez rodzinę, wystartował i dostał się na teatrologię, bo, jak mówi, zawsze marzył o grze w teatrze. Jednocześnie poznaje Pawła Buszewicza, reżysera z amatorskiego Teatru Między Wierszami, z którym, rozkodowuje Brzechwę w spektaklu „Pretekst”. Jest to opowieść o człowieku, który musi dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości (która mu się nie do końca podoba), ale nie zaprzestać walki o siebie. Bardzo uniwersalny i jakże na czasie temat.

Kolejny projekt, nad którym pracował Kacper to „Obrona Sokratesa’, którego premiera była w grudniu 2018 w ramach festiwalu Gustawa Holoubka w Nowodworku, a potem został również wystawiony na Festiwalu Form Teatralnych w Teatrze Groteska. Zapytany przez Mikołaj Bzdyrę o rolę, bądź role, które zmieniły Kacpra, wymienia właśnie Sokratesa, rolę trudną, złożoną, męczącą, bo graną w zasadzie przez cały spektakl. Kacper przypomina sobie, jakie wrażenie zrobiła jego rola na widzach; podchodzili do niego mówiąc, jakie to było niebywałe. Również jury festiwalu doceniło Kacpra, bo, jak wspomina:

„komisja powiedziała, że to była niesamowita rola. Powiedzieli, że jest to fantastyczne, że taki młody człowiek może wcielić się w rolę starca, mówić tak trudnym językiem i brzmieć, jak taki współczesny profesor, który ma wiele mądrego do powiedzenia, ale ma bardzo mało czasu.”

Druga wyróżniona przez Kacpra rola to Ryszard III, ze względu na budowanie struktury postaci: ”robimy sobie garb, robimy sobie problem z okiem, pojawia się laska, mamy na wpół bezwładną rękę, chodzimy ze stabilizatorem w kolanie, a na scenie tak budowana skrupulatnie postać, ta kaleka, mówi nam: ja tu jeszcze namieszam, ja tu jeszcze wam pokażę.” (tu chyba będzie jeszcze jedno zdanie)

Warto wspomnieć o jeszcze jednym, tym razem trójkowym akcencie, a mianowicie o roli burmistrza w przedstawieniu „Scapegoat 2” podczas zeszłorocznego FeKuSzu.

Kacper również pisze scenariusz „Człowieka z La Manchy”, który to spektakl może będzie nam dane zobaczyć.

Jak widać, nasz Kacper jest ogromnie kreatywny i zaangażowany w życie teatralne. Trzymając kciuki za dalszą działalność jestem więcej niż pewna, że jeszcze o Nim usłyszymy. I, żeby nie rzucać słów na wiatr, niedługo przedstawię drugą część bardzo długiej i szalenie ciekawej rozmowy z Kacprem o sztuce, człowieku, sensie życia i kilku innych aspektach.

Na razie dziękujemy za to, że nas zabierałeś w swój świat i czekamy na jeszcze!