Data publikacji: 09 06 2020

Ze wspomnień …

Festiwale Kultury Szkolnej

Rozmowa z wieloletnimi jurorkami Jolantą Pyś-Miklasz i Ligią Wirtel

Kiedy miał miejsce pierwszy festiwal?

Pan dyrektor Łysik wspomina, że początki tej imprezy łączą się już z pierwszymi latami działalności szkoły w Nowej Hucie, a ze wspomnień absolwentów Trójki jeszcze na Kochanowskiego wynika, że teatr szkolny działał wcześniej – był to „Teatr na Murze” (rok 1959)

Jakie były zasady funkcjonowania festiwalu?

Festiwal był wielkim świętem szkoły! Uczniowie prezentowali swoje przedstawienia w Domu Kultury im. Andrzeja Bursy na osiedlu Tysiąclecia. Pani dyrektor Dorota Rudy –Rutkowska rozwinęła kulturę teatralną w Nowej Hucie, wielu młodych ludzi żyło teatrem. Działała w tym miejscu Scena I i młodzi artyści, którzy wygrywali szkolne i wojewódzkie przeglądy, mieli możliwość zaprezentowania jeszcze raz swojej pracy. W dobrych latach prezentacje odbywały się w piątek, sobotę a nawet niedzielę. Bywało, że obrady jury kończyły się późno wieczór, a wyniki ogłaszano o 22.00. konkurs odbywał się w różnych kategoriach: dramaty, komedie, pantomimy, etiudy baletowe, monodramy, teatr poezji, a także występy instrumentalistów i wokalistów. Nie również można zapominać  o przedstawieniach kabaretowych i pokazach mody. Te ostatnie przygotowywano na poważnie (projekty i realizacja uczniów), i na wesoło (parodie)

Widzimy, że festiwal cieszył się dużą popularnością. Jakie były tego powody?

FeKuSz sprawiał uczniom frajdę. Widownia zapełniała się po brzegi, wielu widzów oglądało wszystkie sztuki, a nie tylko swojej klasy. O niektórych przedstawieniach, jeszcze przed prezentacją krążyły legendy i wtedy trudno było zdobyć miejsce, zajęte na widowni były nawet miejsca stojące, a niektórzy nie mieścili się na Sali. Bowiem już podczas prób orientowano się, że będzie wydarzenie. Często ktoś w jednym roku dawał się poznać jako talent – aktorski, czy reżyserski – i miał w kolejnych latach zapewnioną widownię. Zdarzały się zespoły klasowe przygotowujące po dwie, trzy sztuki, nie rezygnowali z rywalizacji także maturzyści.

Czy jest jeszcze jakieś inne źródło fenomenu tej imprezy?

Tworzyli ją młodzi ludzie, którym nie wystarczało życie szkolne, sama nauka, mieli mnóstwo zainteresowań. Potrzebne były takie osoby, które inspirowały klasę, rozbudzały w innych te teatralne, artystyczne pasje. To też jest powód, dla którego ten festiwal się rozwijał – dzięki osobowościom. A tych pojawiło się bardzo wiele. Gdy Magda Miklasz, obecnie już absolwentka i studentka aktorstwa i reżyserii, w pierwszej klasie przygotowała dwa przedstawienia, to w następnych latach na listę zainteresowanych pracą  przy spektaklu wpisywała się prawie cała klasa chętnych do pomocy, pojawiały się wpisty typu: „będę szyć stoje, mogę sprzątać scenę po występie”. Niektórzy uczniowie najpierw sami reżyserowali i grali, a potem, jako absolwenci, pomagali młodszym kolegom i koleżankom. Tak było w przypadku Sylwii Bator, która jako uczennica zrobiła „Króla Ubu” Alfreda Jarry`ego, a potem pomogła przy realizacji fragmentu „Alicji w Krainie Czarów” Luisa Carrolla. Wspomnieć trzeba też koniecznie sztukę dadaistyczną „Serce na gaz” graną przez Małgorzatę Hotloś, Barbarę Śliwę, Anetę Kaźmierczyk, Małgorzatę Bugajską. Sztuka zdobyła liczne nagrody, a przy tej okazji warto wspomnieć o kolejnym ważnym zjawisku: uczniowie z pasją szukali kogoś, kto może im pomóc, nauczyć teatralnego rzemiosła i zwracali się z tym do reżyserów, aktorów. Dziewczyny grające w sztuce T. Tzary zyskały cenną pomoc Jerzego Ridana.

Jak wspominają panie obrady jury?

Były bardzo emocjonujące, w końcu spotykały się różne osobowości. Grupę jurorów tworzyli nauczyciele i uczniowie (na ogół 5+5). Jury uczniowskie tworzyli „ludzie teatru” – czyli zwycięzcy festiwalu z poprzedniego roku (reżyserzy, autorzy scenariuszy czy aktorzy), a jury nauczycielskie swoiści zapaleńcy (biorąc pod uwagę wieloletni udział w tej imprezie). Obrady bywały bardzo burzliwe, dyskusje zażarte, niekiedy komiczne, innym razem bardzo poważne, ale zawsze udawało nam się dojść do porozumienia i nie przypominamy sobie jakiegoś votum separatum! Wielokrotnie obradom przewodniczył pan Krzysztof Pietsch, wymagający od nas profesjonalizmu i odpowiedzialności. Zdawaliśmy sobie przecież sprawę, że nasze decyzje mają dalekosiężne skutki i nie chodzi tu tylko o laury. Decydowaliśmy o tym, kto będzie reprezentował szkołę na festiwalu wojewódzkim i chyba nie były to decyzje chybione, gdy przyjrzeć się imponującej liście spektakli nagrodzonych Złotymi, Srebrnymi czy Brązowymi Chochołami. My, w naszej pracy jurorek brałyśmy pod uwagę to, co ci młodzi ludzie chcą nam powiedzieć o sobie, o swoich problemach, o świecie. Pamiętamy sztukę Magdy Miklasz, napisaną pod wpływem śmierci bliskiej dla niej osoby z rodziny, pt. „Wahadło”, stanowiącą ważką kwestię czy żyć, czy walczyć o życie, czy nie. A jej groteskowy „Przystanek autobusowy” to była przecież tak udana miniatura naszego współczesnego świata!

Od pewnego momentu pojawił się nowy obyczaj festiwalowy – rozmowa z artystami na temat ich występu i tego, co było dobre, co wymagało poprawy. Szczególnie ważna była  taka rozmowa dla uczniów klas pierwszych.

Jako jurorzy szczególnie miło wspominamy fakt obecności na festiwalu absolwentów „Trójki”, wcześniejszych uczestników, ale i widzów. Naprawdę przychodziło ich wielu i to takich sprzed 2, 3, a nawet 7 lat.

Czy FeKuSz się zmieniał?

O tak! Pojawiały się swoiste mody: a to na pantomimę, a to teatr awangardowy, a to na groteskę. Najpierw popularne były inscenizacje sztuk znanych autorów (np. S. Mrożka, W Shakespeare`a, J. Geneta, W. Gombrowicza, Witkacego), a potem pojawiła się moda na sztuki autorskie. Naprawdę co roku pojawiały się przedstawienia ciekawe, niekiedy nawet wybitne, a także osobowości artystyczne. To miało duże znaczenie, bo młodsze roczniki, oglądając spektakle na takim wysokim poziomie, uczyły się od swoich starszych kolegów i koleżanek, kształtowały artystyczną wrażliwość i mobilizowały do poważnej pracy. Inna zauważalna zmiana, to odchodzenie od sztuk poważnych, od klasyki teatru ku sztukom autorskim, ale i ku zgrywie, żartom, formule kabaretowej. Coraz mniej takich przedstawień, które podejmują ważne dla młodych ludzi sprawy.

Czy festiwal ograniczał się tylko do form teatralnych?

Oczywiście, że nie, towarzyszył im konkurs plastyczny, literacki, fotograficzny, z czasem pojawiło się rzemiosło artystyczne. A sztuka plakatu! Pamiętamy, jak zmieniała się szkoła przed festiwalem, wszędzie wisiały plakaty zapowiadające przedstawienia. Były one na tak wysokim poziomie, że również i w tej kategorii przyznawano nagrody. Podobnie rzecz się miała z programami sztuk, dostarczanymi do jury. Był jeszcze konkurs ciast, który stawiał jurorom bardzo wysoka poprzeczkę – trzeba było spróbować każdego, a bywało ich niekiedy ze dwadzieścia. Festiwalowi towarzyszyły koncerty, grały szkolne zespoły bądź grupy, w których byli nasi uczniowie.

Czy pamiętacie panie jakieś szczególne przedstawienia, osobowości czy festiwalowe wydarzenia?

Wyżej wspominałyśmy już o niektórych znaczących postaciach, ale było ich oczywiście więcej. Pamiętamy „Cierpienia młodego Wertera II” Adama Miklasza (sala na Tysiąclecia pękała w szwach), teatr autorski Piotra Bukowskiego (wizyjny, z elementami poetyki absurdu), świetne, ambitne przedstawienia Piotra Gomółki (inspirowane sztukami Mrożka, Kantora), Joanne Wilkońską, Martynę Rezner i Sylwię Wronę wspominamy we wspaniałej inscenizacji „Pokojówek” J. Geneta czy „Końcu zabawy” Cortazara. Mimo, że przedstawienia na szkolnym przeglądzie ograniczał limit czasu, to one zrobiły taka pigułę teatralną, niesłychanie nasyconą. Gdy na wojewódzkim przeglądzie prezentowały „Koniec zabawy”, spektakl bardzo trudny, wymagający skupienia i ciszy, to wystarczyło, że zaczęły mówić, a zrobiła się absolutna cisza – zamilkli tacy osiedlowi chuligani czyniący przedtem różne głośne uwagi i przeszkadzający.

Chcemy jednak zaznaczyć, że dotkliwie brak czegoś w rodzaju festiwalowej kroniki, bo tylu świetnych dokonań już się nie pamięta. Więc niech nam wybaczą ci wszyscy, których nie wymieniamy, choć przecież dostarczyli nam wielu wspaniałych przeżyć i wrażeń. Może przypomną o sobie w czasie spotkań z okazji Jubileuszu Stulecia „Trójki”, a nasi szkolni dziennikarze to utrwalą.

Czy festiwal szkolny ma szansę dalej się rozwijać?

Oczywiście! Tym bardziej, że teraz młodzi ludzie mogą prezentować swoje artystyczne dokonania na wielu przeglądach, które odbywają się w naszym mieście, zarówno ci, którzy zostali laureatami szkolnego konkursu, jak i ci, którzy po prostu chcą się sprawdzić.

Rozmawiały uczestniczki Szkolnego Koła Dziennikarzy – Sabina Makówka i Ksenia Ślęzak