Data publikacji: 25 09 2020

Jeśli myślicie, że jak sobie coś w życiu zaplanujecie, to zawsze się spełni, bo doskonale wiecie, co chcecie robić i kim chcecie być, to posłuchajcie historii naszej kolejnej Sławy: BEATY KUSTRY!

„Ja miałam być sportowcem!” krzyczy Beata, a los chichocze: „Oj, nic z tego! W sztukę pójdziesz”.

Bardzo poważna kontuzja grzebie Jej marzenia. Załamana przychodzi do Trójki zachęcona przez Piotra Zdebskiego (otworzył cykl: Sławy Trójki!), z przyjaciółmi, tak dla towarzystwa, wcale nie czując Palca Bożego niecierpliwie pchającego Ją na Wysokie. I wpadła! Na całe szczęście!

Bo Trójka dla Niej to, po pierwsze: brak rygoru i dyscypliny, jakich doświadczyła w gimnazjum sportowym: „Uwielbiam tę szkołę i zawsze to powtarzam. Bo nieważne czy masz różowe włosy, czy masz kolczyki, czy tatuaże, (…) nikt na to nie patrzył, bo liczyło się to, że jesteś fajny i wartościowy. Niesamowicie mnie to otworzyło. Przestałam zastanawiać się nad jakimiś regułami, nad tym, czy ja coś powinnam, w czymś konkretnym przyjść do szkoły, coś właściwego powiedzieć, czy nie”. Nauczyciele też zapisali się głęboko w pamięci i sercu Beaty. Z rozrzewnieniem wspomina p. Dyrektor Ligię Wirtel, dzięki której nabrała ogłady i zaczęła rozumieć świat inaczej niż „gówniara”, jak się podsumowała. Do listy dołącza p. Dyrektor Marta Łój, która nieraz  miała okazję od serca porozmawiać z Beatą, np. na temat pięknej miłości, która się urodziła się w Trójce, z Maćkiem Wojewodą. A to dopiero historia! „Stałam na pierwszym apelu szkolnym, Maciek do mnie podszedł i tak się zaczęło. (…) Ja cała w nerwach, pierwsza, bo ja zawsze wszędzie musiałam być pierwsza. A tu podchodzi do mnie jakiś koleś i mówi: O Ty jesteś Beata Kustra…. Skąd Ty to wiesz!!! A potem miałam urodziny, 6 września, i pisze do mnie jakiś Maciek i życzy mi wszystkiego najlepszego…Koleś musiał wykombinować mój numer skądś…” Po co ta cała opowieść? Bo, po pierwsze, bardzo cieszymy się, że stało się to w Trójce i … wygląda na to, że będzie to trwało, aż po grób! A, po drugie, nieopuszczający Beatę Palec Boży, który podstawiał Maćka pod oczy dziewczęciu wcześniej, z najwyraźniej marnym skutkiem, uszczypnął Maćka w Trójce i napełnił go odwagą i pomysłowością.

Ale, żeby było jasne, Beacie pomysłowości nigdy nie brakowało. Wspomina, jak dwa lata po maturze wraz z Filipem Dobrowolskim i Kubą Krzywdą, „wkradli się” na Studniówkę Trójki. Jest godzina 21sza w sobotę, Beata dostaje telefon od chłopaków, żeby się zbierać na Studniówkę, bo jeszcze byli tam ludzie z ich paczki. Doprowadzeni przez czujnych rodziców na czatach do Dyrekcji zostali… z uśmiechem przyjęci, nakarmieni i bawili się wybornie.

Zaczęłyśmy wspominać Fekusze. Beata dopisała mnie do listy pamiętanych nauczycieli i jest to warte wspomnienia, bo chyba tym razem wspomniany już Palec Boży zawiódł zachichraną i strasznie przeszkadzającą na Fekuszu Beatę przed moje oblicze w celach „dyscyplinujących”. Ona też to pamięta! Pomyślałam sobie, że zazwyczaj, jak ktoś wpada mi w oko lub ucho w okolicznościach artystycznych, to ląduje szybko na scenie: i masz! Ale najwyraźniej „klątwa Adamskiej” nie wystarczyła, bo Beata wciąż nie była w ogóle zainteresowana graniem na scenie. Biedny Palec Boży (co on się musiał przy tej Beacie naharować!) potrzebował mocnego argumentu. I wtedy znikąd pojawia się człowiek teatru, Michał Salwiński, ze scenariuszem sztuki antycznej o Eurydyce. I kogo sobie upatrzył na tytułową bohaterkę ? Niby się przez chwilę opierała energicznie… Zgarnęli nagrodę. Po FeKuSzu pojechali z tym spektaklem na Przegląd Małych Form Teatralnych i Beata wspomina, jak w Teatrze Słowackiego będąc podwieszona pod sceną na prześcieradle wychylała się nad widownią: „Pamiętam, bo sukienka mi poszła i stałam tam z biustem prawie na wierzchu. W ogóle się tym nie przejmowałam i grałam dalej. Potem była rozmowa z jury. I nie pamiętam, kto to był (…), ale powiedział: Kurczę, dziewczyno, super! Masz w sobie coś takiego, taką odwagę. Niektóre dziewczyny powiedziałyby: Dobra, ja już nie chcę! A po tobie w ogóle nie było widać, co się wydarzyło”. Zrobiła na nim piorunujące wrażenie. I, proszę, co jest w stanie zrobić Palec Boży, żeby osiągnąć swój cel: nawet garderobę naruszyć! J Co za determinacja! I na szczęście! Beata mówi, że ani się nie wstydziła, ani nie czuła zgorszenia, czy strachu.

To już było mocno wstrząsające, ale Palec Boży…postawił na Jej drodze Magdę Miklasz. Córka naszej p. prof. Jolanty Pyś-Miklasz namówiła Beatę na Kółko Teatralne w Trójce. Na początku to było tak na próbę, bo Beata wciąż nie wiedziała co ze sobą zrobić, a tu już wypadało się określić. Trochę się opierała, ale gdyby nie wspomniany Michał Salwiński: „zakumplowaliśmy się bardzo. Oboje zawsze myśleliśmy niekonwencjonalnie, i  ani on ani ja nie baliśmy się, ze ktoś coś złego na nasz temat powie”. A to było ważne, bo w drugiej klasie Michał wpadł na pomysł bardzo oryginalnego spektaklu, w którym aktorzy siedzieli w kole i wypowiadali swoje kwestie przesiadając się o krzesło. Żadne z nich nie spodziewało się nagrody: chcieli zagrać i dobrze się bawić. A fala reakcji i emocji po spektaklu była potężna: Beata wspomina, jak podeszła do Niej p. Ligia Wirtel i powiedziała, że się autentycznie popłakała. I wygląda na to, że Palec Boży natchnął właściwą osobę, ponieważ po tym FeKuSzu droga przyszłej kariery nabrała kształtu i koloru: „Dobra, idziemy w to!”

W ostatniej, trzeciej klasie Michał napisał sztukę stricte dla Beaty: „Tekst był na pewno bardzo kontrowersyjny, bo byłam biblijną Ewą, która była dziwką i, zarabiając w ten sposób, musiała się zmierzyć ze współczesnym światem”. Mocny, piękny i trudny spektakl. „Michał (jako twórca) bardzo otworzył się w tym spektaklu (…) To był eksperyment. Byłam sama na scenie przez 20 minut (Wtedy) nie byłam tak do końca pewna swojego ciała, tak jak teraz jestem”. Na próbach wszyscy milkli w oczekiwaniu na coś niesamowitego. Dla Beaty to było bardzo stresujące, bo nie dość, że już sobie podniosła poprzeczkę, to teraz musiała zrobić wszystko jeszcze lepiej. „To był bardzo trudny spektakl, bardzo dużo wymagający ode mnie, na granicy przełamania. Pamiętam, jak 3 minuty chodziłam w kółko i oblewałam się lodowatą wodą, a to była zima. Potem całe ubranie kleiło się do mnie’. Ale wspomina to wszystko ze łzą w oku.  Oczywiście nagroda w każdej kategorii. Dodatkowo Beata jurorowała na FeKuSzu i to również dopięło planu związania swojego życia ze sztuką. Także sytuacja z Jej Studniówki, kiedy to p. Dyrektor Marta Łój krojąc tort pierwszy kawałek wręczyła Beacie, szukając jej najpierw w tłumie: „Dla pierwszej Divy Trójki!”, to już była tylko czysta formalność, oczywiście okraszona perlistymi łzami wzruszenia. Beata jeszcze tylko wrzuca wspomnienie z kolejnego roku, kiedy była częścią konferansjerki wraz z Sebastianem Kawulą, a ludzie z młodszych klas pamiętali Ją z występów … tu już Palec Boży z dumą patrzył na swoje dzieło.

I ciekawym jest, że ze sztuką Beata zetknęła się dopiero w Trójce. Z wielką odwagą wspomina, jak od samego początku czuła się, jak jakiś „tuman”(tak się nazwała), bo tylko ona dostawała na lekcjach jedynki. Poczuła, że ma ogromne braki, bo Jej dotychczasowe życie wyglądało zupełnie inaczej. Pierwsze wakacje spędziła z Maćkiem (który był w mat-fizie w gimnazjum) ucząc się do poprawki z matmy. Przyznawała się również do niewielkiej ogłady kulturalnej: książki, film, teatr … to dopiero miało nadejść. A wspomina to wszystko, bo właśnie dzięki swojej wspaniałej determinacji, dzięki możliwości obcowania ze sztuką w Trójce i dzięki Magdzie Miklasz, która poświęcała Jej mnóstwo czasu i energii, działy się np. takie rzeczy, jak po powrocie z imprezy „odpalałam sobie Leszka Możdżera i czytałam moją ukochaną „Burzę” Szekspira”. Nagle z „turbo chłopaczary”, za którą się wcześniej uważała, przekształciła się w „mega wrażliwą osobę”, która potrafi się rozryczeć czytając coś albo oglądając jakiś film, czy słuchają jakiś piosenek”. Piękne! „Właśnie FeKuSz pokazał mi, że nie powinnam wstydzić się łez i płaczu. Bardzo mnie otworzył”.

To co takiego jest w tym FekuSzu? Beata bez namysłu odpowiada, że gdyby nie FeKuSz, nie poznałaby tylu fantastycznych ludzi „prawie jak rodzina”, z którymi przez kilka lat tworzyła festiwal. Do tej pory spontanicznie reagują na siebie, a Beacie marzy się zebrać tę ekipę po latach i powspominać, bo jest co.

Kolejnym dobrodziejstwem uczestnictwa w FeKuSzu jest możliwość uniknięcia katastrofy na niezapowiedzianej kartkówce lub spodziewanym odpytaniu w imię „wyższej idei”. Ale to tak bardziej humorystyczny aspekt! 😉

Ale najważniejszą rzeczą, jaką powiedziała to to, jak bardzo można dojrzeć emocjonalnie „robiąc sztukę”. Uważa za fenomenalny fakt, że u nas nauczyciele dają wolną rękę w sztuce i można robić to, co się chce. To daje młodemu człowiekowi prawdziwą okazję do bycia dorosłym, bo przygotowując coś samemu wie się, że wszystko spoczywa tylko na własnych barkach”: „Nauczyło mnie to cholernej odpowiedzialności”.

Aktorką prawie została. Było blisko. Startowała we Wrocławiu. „Ale nic to”, podsumowała. Przez rok chodziła na Kółko Teatralne przy Teatrze Ludowym, gdzie poznała fantastyczną ekipę, chodziła na inne zajęcia teatralne i dalej przygotowywała się do egzaminu do Szkoły Teatralnej. Znowu się nie udało. Żeby nie tracić kontaktu ze sztuką zaaplikowała na teatrologię. I nagle Palec Boży przypomniał sobie o swojej podopiecznej podsyłając Ją na zajęcia, które łączyły dwie pasje Beaty: teatr i zagładę. „Siedziałam tam, jak mała dziewczynka. Po prostu zakochana!” W międzyczasie Beata zapisała się do dwuletniego studium przy Teatrze Ludowym i tam grała w spektaklu „Kot w butach” (na którym byłam!). Przy 4 godzinach codziennych prób, trudno było być najpilniejszą studentką teatrologii, ale to w końcu w człowieku drzemie zrozumienie, a nie w belfrze, tak więc dzięki pomocy i wsparciu profesorów, którzy bardzo mocno zajęli się Beatą, mogła łączyć wiele rzeczy. Po raz trzeci spróbowała szczęścia we Wrocławiu i znów zabrakło kilku punktów. Na trzecim roku studiów wyjechała na wymianę do Londynu, gdzie zdała sobie sprawę, że nie chce być aktorką, chce wrócić do Krakowa i zrobić doktorat: „A miałam być sportowcem!!!”

Na czwartym roku została zaproszona do odbycia rocznego stażu w prestiżowym czasopiśmie „Didaskalia”. Staż został przedłużony – doceniono Beatę. „Absolutnie rozwinęłam tam skrzydła, jeśli chodzi o pisanie i myślenie o teatrze, dostałam ogromny kredyt zaufania i wyjeżdżałam na wszystkie najważniejsze festiwale, byłam w jury z ramienia „Didaskaliów”, byłam opiekunem gazety festiwalowej, np. w Rzeszowie. Nie spałam do drugiej w nocy, bo musiałam sprawdzać teksty, a o siódmej rano miałam umówioną rozmowę w restauracji. Zapałki w oczach”. Przyznaje się do znajomości z czołowymi reżyserami i aktorami w Polsce. To wszystko jeszcze mocnej ukształtowało chęć zajmowania się traumą w teatrze, psychoanalizą i jej freudowskimi narzędziami i badania teatru z tej perspektywy; nie tylko traumą Holocaustu, ale też Powstania Warszawskiego. Bardzo ciężki temat. To ostatnie wydarzenie jest tematem Jej pracy doktorskiej.

Robiąc sobie przerwę na usamodzielnienie się, Beata znalazła pracę w RMFie, jako redaktor stron internetowych i promotor wszystkiego tego, co dzieje się na antenie. Jest odpowiedzialna za Instagrama RMFu, można Ją zobaczyć na żywo pokazującą radio od kuchni, rozmawia z gośćmi i gwiazdami, jeździ na wydarzenia, np. „Włam na garaż Perfektu”, „Plac zakochanych RMF FM” albo rekord Guinnessa w śpiewaniu kolęd, robi zdjęcia i wrzuca wszystko na social media. https://www.instagram.com/thekustre/?hl=pl W tym roku została zaproszona do dołączenia do ekipy Kraków Green Film Festival.

Było coś o kuchni? A, no tak, Palec Boże nie zapomniał o swoim żołądku! Beata gotuje! Jest kolejnym Masterchefem. https://masterchef.tvn.pl/beata-kustra,4218,p.html Chce założyć małą restaurację, gdzie Maciek będzie robił kawę i pomagał w kuchni. Planuje małe menu, codziennie inna potrawa z produktów z placu targowego. Bo gotowanie to również sztuka, ale o tym i o  wielu innych fascynujących wątkach życia naszej Beaty dowiecie się wkrótce zagłębiając się w Trójkowy Ogród Sztuki.

Beatko, nawet nie wiesz, jak się cieszymy, że jesteś!